[fusion_youtube id=”https://www.youtube.com/watch?v=BAJ58UIM6FM&t=4s” alignment=”center” width=”820″ height=”461″ autoplay=”false” api_params=”&rel=0″ hide_on_mobile=”small-visibility,medium-visibility,large-visibility” class=”” /]

Cześć!

Spod hotelu w San Francisco udaliśmy się na lotnisko uberem, gdzie w jednej z wielu wypożyczalni (my wybraliśmy Dollar) odebraliśmy wcześniej zamówione auto.

Wypożyczenie auta

Wybór padł na kabriolet Camaro SS z 2017r. To była rakieta nie auto, warkot silnika był jak w formule 1 :D. Cena wypożyczenia auta plus paliwo, to koszt ok. 900zł, w zależności od modelu jaki wybierzemy.

Naszym pierwszym celem był Target, czyli ogromny hipermarket, w którym jest dosłownie wszystko. Zakupiliśmy w nim prowiant, namiot, karimaty, koce i inne atrybuty niezbędne do campingu za które zapłaciliśmy ok 80$. No bo jak być na zachodnim wybrzeżu i nie przeżyć choć jednej nocy pod chmurką?

Pacific Coast Highway

Pierwotnie w planie mieliśmy wjechać na autostradę nr. 1, zwaną Pacific Coast Highway za miejscowością Watsonville i polecieć nią do końca, niestety ze względu na burze i ulewy, które nawiedziły ten rejon Kaliforni w marcu 2017r. część trasy była zamknięta z powodu zniszczonych dróg i mostu Pfeiffer Canyon Bridge. Plany zmieniliśmy i udaliśmy się w kierunku Mostu Bixby Creek. Na szczęście żywioł go oszczędził, nie darowałabym sobie gdybym go nie zobaczyła. Czy ktoś tu jest fanem serialu Wielkie Kłamstewka? Jeśli tak to wiecie dlaczego. Piosenka z czołówki non stop szumi mi w uszach jak widzę ten most :) Most jak i cały region Big Sur gwarantują oszałamiające widoki, nie do opisania.

Niestety niedaleko za mostem droga była już zamknięta, musieliśmy cofnąć się do Monterey wjechać na drogę 101 i pojechać aż do Paso Robles i tam znowu odbiliśmy na „jedynkę”.

Camping

Wieczorem dojechaliśmy na camping Washburn Campground do nadmorskiej miejscowości Cambria. Przy świetle reflektorów auta rozbiliśmy nasze obozowisko i przyrządziliśmy iście wykwintną kolację, czytaj chrupki z winogronem. Tej nocy niebo było bezchmurne, pełne migoczących gwizd. Jak na zamówienie :)

Nad ranem czekała nas szybka pobudka, składanie sprzętu, toaleta (czysta, aż byłam zdziwiona, jak fajne tam były warunki) i czas ruszać dalej w drogę. Przy okazji wyszło, że na camping wjechaliśmy nielegalnie bez uiszczenia opłaty (chcieliśmy zapłacić, pukaliśmy nawet do budki stojącej przy wjeździe na pole, jednak nikt się nie pojawił). Bez żadnych konsekwencji, przemiły starszy pan pilnujący pola wystawił nam rachunek na 10$ i pożegnał z uśmiechem – pełna kultura!

Zwiedzanie wybrzeża

Po drodze, staraliśmy się zwiedzić jak najwięcej, i tak wylądowaliśmy po kolei w Morro Bay z charakterystyczną, wulkaniczną skałą Morro Rock, często nazywaną „Gibraltarem Pacyfiku”, Santa Barbara, Malibu, Santa Monica, aż w końcu dotarliśmy do miasta aniołów, celu naszej całej wyprawy, czyli Los Angeles!

Los Angeles

W Los Angeles spaliśmy w dwóch hotelach. Pierwszą noc spędziliśmy w Sierra In, za pokój dwuosobowy z łazienką zapłaciliśmy 250zł, pozostałe spędziliśmy w Venice Suites – hotelu ulokowanym bezpośrednio przy Venice Beach (między Pacific Park, a Skate Parkiem) za 4 noce w pokoju dwuosobowym z łazienką i aneksem kuchennym zapłaciliśmy 2600zł. Mogliśmy tym samym codziennie podziwiać zachody słońca na najsłynniejszej amerykańskiej plaży i poczuć klimat tego miejsca „od kuchni”.

Korzystając z okazji posiadania auta jeszcze przez 1,5 dnia dwa razy (w dzień i w nocy) udaliśmy się do Griffith Observatory zobaczyć cudowną panoramę całego LA, przeszliśmy na pieszo słynne Hollywood Hills, odwiedziliśmy Beverly Hills i przez przypadek przejechaliśmy obok salonu tatuaży Kat von D, do której niestety nie udało mi się umówić, gdyż w tym momencie nie było jej w LA (chciałam zrobić sobie tatuaż w studiu Miami Ink u Ami James’a, ale te plany pokrzyżowała mi Irma… – kolejny powód dla którego muszę wrócić do USA).

Po oddaniu auta, uberem pojechaliśmy na Venice Beach i tam już zostaliśmy do końca naszego pobytu. Okolice tą przeczesaliśmy wzdłuż i wszerz, wspierając się przy tym lanserskimi bmx’ami. :)

Nie omieszkałam ominąć moich ulubionych amerykańskich sklepów położonych nieopodal naszego miejsca zamieszkania na czele z Victoria’s Secret i GAP.

Jestem szczęśliwa że udało mi się przeżyć swój własny American Dream. Podróż do USA dodatkowo udowodniła mi, że każde marzenie może się spełnić, pod warunkiem, że będziemy o nie walczyć :)

Czas przestawić zegarki o 9 h do przodu i ruszać do Polski! (koszt biletu do Berlina – 1060zł za osobę. Lecieliśmy liniami Norwegian. Mieliśmy 1 przesiadką w Sztokholmie)

Kaja.

Mam dla Was kod rabatowy 50 zł na rezerwację w Booking.com, wystarczy zarejestrować się na stronie, kliknąć w poniższy link i zarezerwować pobyt w jednym z 856 000 hoteli na całym świecie

Kod rabatowy Booking.com

Mam dla Was kod rabatowy na Airbnb.com. Za zarejstrowanie się otrzymasz środki na podróże w kwocie 23 $

Kod rabatowy Airbnb